Najpierw był Bello, ale rzecz nie będzie o nim, bo był u nas ok. pół roku. Wyrzucony w ferie zimowe, duży, długowłosy, niestety ze smykałką do polowania (a może stety bo dzięki niej znalazł dom u jakiegoś myśliwego). Dopiero po długiej chorobie pochowaliśmy naszą Ventę (naszą dobermankę) w ogródku i nie chciałam żadnego psa. W tym okresie moją starszą córkę nazywaliśmy „psia mama”. Ma taki dar, że wszystkie łazęgi się do niej garną. I tak poznaliśmy Białą. Wychudzoną, brudną z raną na brzuchu aż do mięsa. Włóczyła się pod lasem. Nie ufna. Rzucała się i uciekała. Mąż bojąc się o dzieci gonił ją rzucając w nią grudkami ziemi. Ale nasze dziecko wracając ze szkoły rzucało psu kanapki. Po wielu dniach gdy zaczęła podchodzić do córki i dała się dotknąć zobaczyliśmy mażącą się ranę. Zadzwoniłam do weterynarza w Wiązownie i powiedziałam o bezpańskim psie i jego stanie. Dowiedziałam się, że takie psy trzeba zgłaszać do Urzędu Gminy. Zgłosiłam sytuacje pani sołtys, a ona przekazała sprawę do gminy. Pan weterynarz okazał serce i dał bezpłatnie antybiotyk, który podawaliśmy zwierzęciu.

Mąż denerwował się, ze kolejne zwierzę przywlekliśmy (w tym czasie jeszcze Bello nie znalazł właściciela).

Biała (z racji koloru sierści i tego, że mąż nie chciał byśmy nadały psu imię przywiązując się do niego). To suczka po przejściach, z pewnością bita. Nawet gdy nabrała ciała i tak został jej dawny zwyczaj wyjadania rozjechanych na drodze zasuszonych jaszczurek i żab. Bardzo boi się wody i kąpieli. Raz mnie ugryzła gdy chciałam ją wykąpać. Dlatego kąpiemy ją rzadko , zakładać jej kaganiec. Długo musiała być bez domu. Normalnie suki trzymają się domu a ją nieustannie coś gna. Jest bardzo skoczna. Mimo kolejnych zagrodzeń potrafi w rogu siatki wyjść po niej.

Mija czas i w książeczce przybywa stempli świadczących o szczepieniu. Co róż borykamy się z nowymi wyzwaniami. Biała jest bardzo przebiegła. Nawet, gdy jest w kojcu i na łańcuchu potrafi się zerwać i wyjść po siatce .

Dzwonek. Wychodzę z domu a sąsiad mi mówi, że mój pies zagryzł mu kurę. Odpowiadam, że to nie możliwe, przecież jest zamknięta w kojcu i na łańcuchu. Wołam psa myśląc, że jest w budzie. Kojec zamknięty, łańcuch zerwany. Nie ma.

Po powrocie z pracy, gdy mąż usłyszał co się stało powiedział, że ma już tego dość. Wsadził psa do samochodu i chciał wywieźć za Gliniankę. Płakałam, ale powiedział, że przez naszą chęć pomagania ciągle są problemy i, że długo sama sobie radziła, do zimy daleko więc i teraz sobie poradzi. Pojechaliśmy za Gliniankę. Wypuściliśmy ją. Nie wiedziała o co chodzi. Gdy zawracał samochodem, okazało się, ze ani ja, ani on nie umieliśmy odjechać. Mąż zawołał psa z powrotem do samochodu. Co jakiś czas wystawia nasze nerwy na próbę. Jest najmądrzejsza z całej obecnej trójki. Ma smutne, duże, ciemne oczy. Męża wciąż omija łukiem i rzadko podchodzi do niego szukając pieszczot. Do nas przychodzi popodbijać rękę mordką gdy chce być głaskana. Dzieje się to głównie w zimę, w duże mrozy, gdy mąż pozwala wpuścić psy do domu.

Rudy. Dwa stemple w książeczce. Pies miejscowy. Podobno właściciele wywieźli go do Otwocka. Po tygodniu wrócił, ale na podwórzu były 2 inne, duże psy.

Często robiliśmy ogniska na działce za domem. Przyjeżdżała młodzież. Gitary, kiełbasa.

Na początku pojawiał się tylko wtedy, zawsze znalazł się ktoś kto mu coś rzucił. Nikt z nas nie wiedział jak się wabi. Rudy pies i tak zostało. Teraz we wsi młodzież i dzieci mówią Rudy. Nawet działkowicze. Słucha się kiedy chce, a zazwyczaj nie chce. W lato bywa rzadko na działce. Działkowiczów pełno, zawsze ktoś „coś rzuci” litując się nad zwierzęciem. Przesiaduje pod przedszkolem, leży przed bramą i czasem demonstracyjnie obszczekuje przechodzące osoby. „Święta krowa” nie chce się przesunąć nawet wtedy gdy jadą samochody. Woła się, a on nic. Pies nasz, ale nie nasz.

Ponieważ przez ten czas przez dom przewinęło się jeszcze kilka kotów( którym na szczęście znaleźliśmy dom) i psów z których nie wszystkim udało się ten dom znaleźć. Mój mąż powiedział, że nie da się wpisać trzeciemu psu do książeczki jako właściciel. Nie zaszczepi go, wystarczy, że dwie suki są na głowie i trzeba szczepić, dawać jeść, pilnować. Wystarczy tych problemów.

Sąsiadka ma pensjonat dla czworonogów, zna historię Rudego. Powiedziała, że weterynarze dostają kilka szczepionek darmowych i może zaszczepić Rudego przeciw wściekliźnie. Został więc złapany i zaszczepiony. Gdy jakieś psy go pogryzły. Sąsiadka robiła zastrzyki, a ja opatrunki. Kiedyś przyniosła worek z karmą dla Rudego. Zeszłej zimy mąż zbił mu budę, ale Rudy ani razu do niej nie wszedł. Więcej go nie ma niż jest. Gdy się pokazuje wszystkich wita radośnie.

Ta zima jest gorsza, duże mrozy… Rudy najpierw siedział w Szopce Betlejemskiej na sianie, ale gdy zrobiło się zimno otworzyliśmy drzwi na werandę, jest tam pudełko ze słomą w którym czasem leży. Drzwi są prawie cały czas uchylone, w misce jedzenie. Nie wiadomo kiedy się pokaże. Jednej mroźnej nocy uporem udało się go wziąć z pudełkiem do przedsionka, ale nie lubi widać zamknięcia gdyż w kolejnych dniach nie chciał tam wejść mimo dużych mrozów. Został w pudle na werandzie. Często siedzi pod przedszkolem, lubi dzieci. Może liczy na to, że znajdzie prawdziwy dom i kochającą rodzinę.

Pusia . Trzy, może cztery stemple w książeczce. Pies, który miał być uśpiony. Mix jamnik, piękny podpalany brąz. My mówimy na nią ADHD dlatego, że nie może sobie znaleźć miejsca. W domu w czasie mrozów to koszmar. Długo trzeba czekać by się uspokoiła. Chodzi w nocy i piszczy, gdy potrzebuje. Jest jak małe dziecko. Wstaję, wypuszczam, czekam aż się załatwi i powrót.

Przecież w taki mróz zostawić ich na noc nie można. Nawet w dzień jest za zimno. Ostatnie dni spędziły w domu. Tylko na chwilę wypuszczane są z domu gdy idę po drewno. Drewno wnoszę do domu i wołam psy z powrotem. Nie lubię zimy. Tym razem woda nie zamarzła, ale dzwonek przestał działać. Listonosz wie o tym i gdy podjeżdża pod bramę wielokrotnie trąbi. W zimę goście są rzadkością, do sklepu nie chodzę. Wracając ze szkoły któregoś dnia córka przyniosła małą karteczkę którą zobaczyła w skrzynce.-Proszę o telefon w sprawie psa. Zadzwoniłam Pan powiedział, że mój pies ugryzł jego dziecko, że dzwonił nikt nie wyszedł. Podobno trąbił. Nie słyszałam. Sprawę zgłosił na policję. Powiedział też, że jego dziecko boi się przechodzić koło mojego domu. Usłyszałam też, że żałuje że tego nie zgłosił wcześniej bo często psy biegają luzem.

Owszem Rudy na którego nie mam w zasadzie wpływu w 90% jest poza działką ale podobno to nie on tylko brązowy mały pies co wskazuje na Pusię. Możliwe, że w czasie gdy weszłam do domu by wnieść drewno Pusia wybiegła którąś z dziur zrobioną przez psy. Przykro mi jeśli się tak stało. Z tego co wiem to z obu stron nogi jest ślad po kłach. Chłopiec został zaszczepiony przeciw tężcowi.

Cóż staram się jak mogę. W schronisku psów nie chcieli. Lata mijają i władze w Gminie się zmieniły. Nikt za wcześniejszej władzy mimo zgłoszenia o wałęsających się bezdomnych psach do nas się nie odezwał. Problem chyba nadal nie został rozwiązany a my cały czas próbujemy znaleźć dla tych zwierząt dom. W taki mróz nie mogę trzymać psów zamkniętych w kojcu cały czas. Nie wypuszczam ich na noc luzem tak jak mają w zwyczaju niektórzy gospodarze. Ponieważ sąsiadka z racji prowadzenia hotelu postawiła wiele kojców z czego część jest od strony mojego domu od wiosny do jesieni suki większość czasu spędzają w kojcu próbując się z niego uwolnić.

Sąsiadka wspomniała mi o promocji u znajomej weterynarz. Za 300zł może do końca lutego wysterylizować obie suki a Rudego gratis. Super. Może nie przychodziłyby już psy gdy suki mają cieczkę i nie robiły by kolejnych dziur w miejsce załatanych.

Jest zima. Już 3 raz trzeba zamówić drewno a nie tylko zwierzęta potrzebują pomocy. Pytanie jeszcze jedno. Gdy wszystkie dziury załatamy po której stronie siatki zostanie Rudy?

Sobota. Z bólem głowy po całym dniu chcę usnąć. Byłam na posterunku i w próbowałam Pani policjant wytłumaczyć całą sytuację nie wiem czy nie mówiłam w zbyt zagmatwany sposób. Pani powiedziała, że najważniejsze jest to, że wszystkie psy są szczepione. Na szczęście już rozmawiała z moją sąsiadką. Chyba dowiedziała się, że nie jestem notorycznym przestępcą. Ja tylko próbuję pomóc myśląc, że nie będę tworzyła tu na stałe schroniska dla zwierząt.

Młodsza córka cały dzień piekła walentynkowe serca z piernika i znów w całym domu pachnie przyprawami korzennymi. Wreszcie udało mi się usnąć pomiędzy chrapiącymi mężem i psem. I nie wiem, które z nich było głośniejsze. Rudy na werandzie w pudle z sianem. Biała łapiąca resztki ciepła przy wygasającym kominku.

Budzę się. Jest godzina 1.20. Pali się światło w sąsiednim pokoju. Co się dzieje? -Czemu nie śpisz? Pytam córkę. – Muszę ozdobić pierniki, jutro nie zdążę, mam dużo nauki. Już udało się sprzedać przed Walentynkami w szkole 150 z 200 zrobionych ozdobnych serc. Trzeba jeszcze dorobić ze 150 szt. Tym razem w szkole jest zbiórka pieniędzy dla jednego z uczniów chorego na raka.

Pomysł z piernikami wypalił.  – Wiem kochanie. Idź spać.
Jutro Ci pomożemy je ozdobić.
Kładę się ponownie z myślą.
-Nie zmieniaj się dziecko jak najdłużej.

Może ktoś chciałby okazać walentynkowe serce któremuś z opisanych zwierzaków? Wiem, że mimo swojej przeszłości potrafią oddać miłość.

Zbliża się czas rozliczania PIT-ów. Dobrze by było wesprzeć jakieś hospicjum, czy schronisko dla zwierząt. Tym bardziej, że to nic nie kosztuje. Zastanówmy się zanim weźmiemy zwierzęta do domu by w okresie wakacji lub ferii zimowych nie zostały porzucone. Otwórzmy się też na te, które nie mają swojego domu.

 Annamaria

Jeśli ktoś byłby zainteresowany przygarnięciem któregoś ze zwierząt adres jest znany Redakcji. Tu gdzie teraz mieszkają nie mogą zostać, gdyż obecni, tymczasowi ich właściciele nie dają już rady się nimi opiekować.

********

(dodano 19 marca 2012r.)

Dwa z 3 zwierząt zostały zawiezione do nowo otwartego Okna Życia dla Zwierząt w Warszawie. Niestety Biała mimo kolejnych prób utrzymania jej w kojcu wspinała się po 2 metrowej siatce i wychodziła. Ciągle żyliśmy w strachu, że znowu sytuacja się powtórzy, że będziemy pewni że jest zamknięta a będzie biegała po okolicy. Mamy nadzieję, że znajdzie kogoś kto ją pokocha. Podobnie druga suka. Przekazaliśmy informacje na temat zwierząt i to że są szczepione.

Jeśli chcielibyście Państwo pomóc tej organizacji możecie przekazać 1% podatku:

Straż dla Zwierząt w Polsce KRS: 0000248947

więcej informacji na stronie:http://www.sdz.org.pl

( Z Urzędu Gminy nie otrzymałam odpowiedzi na moje pismo w sprawie zwierząt z prośbą o pomoc. Próby telefonicznego umówienia się na rozmowę w tej sprawie z Panią Wójt nie przyniosły skutku. )

Piękne jest to, że powstało takie Okno Życia dla Zwierząt, ale nie zwalnia to Urzędów Gmin z troski o porzucone zwierzęta.

Czuję się zawiedziona postawą urzędników. Wygląda na to, że powinno się ranne porzucone i wałęsające zwierzęta omijać szerokim łukiem. Jeżeli próbujesz pomóc i coś zaczniesz robić to już jest twój wyłączny problem. W tym momencie Urząd uznaje że jest to twoje zwierze. I w pełni za nie odpowiadasz.

Z sądu przyszło pismo. Mam zapłacić 180 zł kary. Czy urzędy płacą kary gdy na terenie gminy błąka się bezpański pies i kogoś pogryzie? ( Skąd wtedy wiadomo czy pies był zaszczepiony przeciw wściekliźnie?)

(My ponieśliśmy wydatki i szczepiliśmy, staraliśmy się dawać jeść, znaleźć dom tym zwierzętom.) Nasuwają się pytania. Co robią Urzędy Gmin np.z Powiatu Otwockiego? Ile psów zostało odłowionych w ostatnich latach na terenie naszej gminy i jaki jest ich los?. Dlaczego mimo, że Sołtys zgłaszała wielokrotnie sprawę wałęsających się bezpańskich psów urzędnicy twierdzą, że nic o tym nie wiedzieli i nadal nie starają się rozwiązywać problemu.

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 5.0/5 (7 votes cast)
VN:F [1.9.17_1161]
Rating: +5 (from 5 votes)
Walentynkowe serce - prośba o pomoc (aktualizacja), 5.0 out of 5 based on 7 ratings

7 Odpowiedzi do “Walentynkowe serce – prośba o pomoc (aktualizacja)”

  1. Rudy jest bardzo mądry, z charakterem, lubi też chodzić swoimi ścieżkami. Zawsze jak jestem na działce to się z nim witam i daję mu coś do jedzenia. Ostatnio przyszedł do mnie pod furtkę, w odwiedziny, dostał kawałek kiełbasy, dał się pogłaskać i później  sobie poszedł.Potrafi rozpoznać odgłos mojego samochodu i przybiec za nim na posesję. W sobotę pewnie podjadę na działkę, więc o poczęstunku dla Rudego nie zapomnę, choć sam nazwałem go Misiu.

    VA:F [1.9.17_1161]
    Rating: +2 (from 2 votes)
  2. Ten felieton budzi we mnie moralny niepokój. Całego świata do serca przytulić się nie da, jest wiele krzywd  i musimy to jakoś tolerować. Moze trzeba być twardym i odmówić pomocy? Tylko jak uciszyć sumienie i ból serca? Każdy musi to jakoś w sobie sam ułożyć. Pogodzić zdrowy rozsądek z potrzebą sumienia.

     

     

    VA:F [1.9.17_1161]
    Rating: +1 (from 1 vote)
  3. Panie Jaskrawy. O ile wiem  wspiera Pan Stowarzyszenie JESTEŚMY! Więc wie Pan co znaczy pomagać. Ja wraz z rodziną wiele w życiu przeszłam stąd nie dzielę dobra na ludzi i zwierzęta. Wiem, i z bólem patrzę na to co jest wokół.

    Tak .Wiele osób potrzebuje pomocy. Nie dysponuję gotówką. Nie umiem dobrze sprzedać tego co potrafię zrobić, lecz jeśli ktoś zwraca się do mnie z prośbą o pomoc( Czy to Stowarzyszenie JESTEŚMY, Dom samotnej matki w Otwocku, Hospicjum Dziecięce Promyczek, przedszkola, szkoły czy inni  na tyle na ile potrafię pomagam) Często nie ujawniam, że to ja, bo spotkałam się z określeniami, że nie ma ludzi, którzy bezinteresownie pomagają  albo mają coś z tego : pieniądze,  reklamę albo są stuknięci.(Ponieważ nie zaliczam się do dwóch pierwszych grup do trzeciej na ochotnika się nie zgłaszam) Wiem że ciężko żyć z takim charakterem i rodzina nie ma lekko ze mną. Ale już wiem jedno. Łatwiej się pomaga niż prosi o pomoc. A mnie czeka zapłacenie kary  za psa:( i muszę na to zdobyć pieniądze. Napisałam do urzędu pismo z prośbą o pomoc w sprawie zwierząt. Mam nadzieję,że uda się coś z tym  problemem zrobić.

    Od tygodnia pod lasem biegają dwa kolejne. Jeden przypominający owczarka podhalańskiego ale łaciaty a drugi mały czarny. W rozmowie telefonicznej jedna osoba z urzędu gminy poradziła mi bym przypadkiem nie dawała im jeść bo zostaną i będą  jeszcze większe kłopoty.

    Cóż  jesteśmy podwarszawską gminą i niestety często mieszkańcy  wielkiej aglomeracji  wyrzucają na naszym terenie zwierzęta. Choć i miejscowych nie brakuje:(

    VA:F [1.9.17_1161]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  4. Pomoc potrzebującym, wszystko jedno , ludziom czy zwierzętom ma wiele aspektów. działanie spontaniczne, takie od serca, może zgubić. By daleko nie szukać, proszę przyjrzeć się przypadkowi pani Violetty Villas. Boże broń nie chcę ani autorki ani nikogo  pouczać, ale pewna doza asertywnosci byłaby jednak wskazana. Mnie może o tą asertywność jest łatwiej, bo widziałem dzieci napuchłe z głodu którym pomóc nie mogłem. Samo patrzenie na te dzieci budziło wyrzut sumiena, że ja obiad mam zapewniony. Mam poważne wątpliwości , czy autorka felietony postępuje słusznie. Ale gdybym miał do wyboru kolegować się z obojętnym na krzywdę zimnym draniem, to wolałbym z Tobą annomario. ( coś dużo o mnie wiesz…)

    Pisałem uprzednio ze felieton budzi we mnie moralny niepokój. Rozsądek nakazuje bardziej zajać się „koszulą co to bliższa ciału”  niż cudzym nieszczęściem . Ale to jest ukryty cynizm i znieczulica. Takie udawanie , że nie widzi się bezdomnego  psa czy głodnego dziecka. Na świecie nieszczęścia wszelakiego dość jest, każdemu nie zaradzisz. Można by powiedzieć, niechaj wrażliwi pomagają, skoro odczuwają taką potrzebę, a ci co tej potrzeby nie odczuwają niech nie krytykuja i niech nie  przeszkadzają. Życzę powodzenia.

     

     

    VA:F [1.9.17_1161]
    Rating: +1 (from 1 vote)
  5. Dwa z 3 zwierząt zostały zawiezione do nowo otwartego Okna Życia dla Zwierząt w Warszawie. Niestety Biała mimo kolejnych prób utrzymania jej  w kojcu wspinała się po 2 metrowej siatce  i wychodziła. Ciągle żyliśmy w strachu, że znowu sytuacja się powtórzy, że będziemy pewni że jest zamknięta a będzie biegała po okolicy. Mamy nadzieję, że znajdzie kogoś kto ją pokocha. Podobnie druga suka. Przekazaliśmy informacje na temat zwierząt i to że są szczepione.

    Jeśli chcielibyście Państwo pomóc  tej organizacji możecie przekazać 1% podatku:

    Straż dla Zwierząt w Polsce  KRS: 0000248947

    więcej informacji na stronie:http://www.sdz.org.pl

    ( Z Urzędu Gminy nie otrzymałam odpowiedzi na moje pismo w sprawie zwierząt z prośbą o pomoc. Próby telefonicznego umówienia się na rozmowę w tej sprawie z Panią Wójt nie przyniosły skutku. )

    Piękne jest to, że powstało takie Okno Życia dla Zwierząt, ale nie zwalnia to Urzędów Gmin z troski o porzucone zwierzęta.

    Czuję się zawiedziona postawą urzędników. Wygląda na to, że powinno się ranne porzucone i wałęsające zwierzęta omijać szerokim łukiem. Jeżeli  próbujesz pomóc i coś zaczniesz robić  to już jest  twój wyłączny problem. W tym momencie Urząd uznaje że jest to twoje zwierze. I w pełni za nie odpowiadasz.

    Z sądu przyszło pismo. Mam zapłacić 180 zł kary. Czy urzędy płacą kary  gdy na terenie gminy błąka się bezpański pies i kogoś pogryzie? ( Skąd wtedy wiadomo czy pies był zaszczepiony przeciw wściekliźnie?)

    (My ponieśliśmy wydatki i szczepiliśmy, staraliśmy się dawać jeść, znaleźć dom tym  zwierzętom.) Nasuwają  się pytania. Co robią Urzędy Gmin np.z Powiatu Otwockiego? Ile psów zostało odłowionych w ostatnich latach na terenie naszej gminy i jaki jest ich los?. Dlaczego mimo, że Sołtys zgłaszała  wielokrotnie sprawę wałęsających się bezpańskich psów urzędnicy twierdzą, że nic o tym nie wiedzieli i nadal nie starają się rozwiązywać problemu.

    VA:F [1.9.17_1161]
    Rating: +1 (from 1 vote)
  6. W dniu dzisiejszym (21 marca) otrzymałam odpowiedź z Urzędu Gminy. Treści:

    W odpowiedzi na Pani wystąpienie z dnia 18.02. 2012r.( 22.02.2012 r- data wpływu do tut. Urzędu Gminy) w sprawie zabrania 2 suk i jednego psa z terenu Pani posesji informuję, że zgodnie z ustawą z dnia 21 sierpnia 1997r. o ochronie zwierząt ( Dz.U. 2011 nr 230 poz 13730 oraz ustawą z  dnia 16 września2011r. o zmianie ustawy o ochronie zwierząt oraz ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (Dz.U 20011 nr 230 poz. 1373) do zadań własnych gminy należy zapewnienie opieki poprzez odłowienie i umieszczenie w schronisku dla bezdomnych zwierząt, zwierząt bezdomnych bądź zwierząt których ustalenie właściciela nie jest możliwe.

    Z treści w/w wystąpienia wynika, że psy przebywające na Pani posesji są Pani własnością. W związku z powyższym nie jest możliwe aby Gmina  Wiązowna odebrała od Pani opisane psy i umieściła je w schronisku dla bezdomnych zwierząt, gdyż nie są to zwierzęta bezdomne..

    Podpisała się Pani Wójt

    Co zostaje powiedzieć.

    To jest sygnał do wszystkich, którzy starają się pomagać? Trzeba się 10 razy zastanowić nad tym czy zainteresować się zwierzęciem? Zastanawiam się co się stało z  tymi, które ostatnio włóczyły się pod lasem. W rozmowie telefonicznej z urzędnikiem informowałam o sytuacji. W piśmie w sprawie przebywających  na moim terenie zwierząt informowałam p. Wójt  o kolejnych dwóch zwierzętach błąkających się pod lasem. Czy powinnam napisać  oddzielne  pismo w sprawie tych zwierząt i czekać na odpowiedź? ( minął miesiąc)  Czy nie jest tak,  że ludzie boją się interweniować i pomagać by na swoją głowę nie ściągać problemów. A jeśli nikt się nie zainteresuje jeść, pić nie da to PROBLEM ROZWIĄŻE SIĘ SAM – PSY ALBO ZDECHNĄ ALBO W POSZUKIWANIU MIŁOSIERDZIA OPUSZCZĄ NASZĄ GMINĘ.

    Rozmawiałam dzisiaj z weterynarzem, który powiedział mi , że można w dwojaki sposób interpretować  takie dokarmianie i opiekę nad bezdomnymi psami.

    Można uznać to jako czyn samarytański lub „przystosowanie psa” ( tak jakby dla siebie) W zasadzie  nie powinno się psa wpuszczać na własny teren. Super. Działkę od przodu mam ogrodzoną z tyłu jest 1200 metrów nie grodzonych. Poinformował mnie, że jeśli do gminy sołtys zgłaszała, że włóczą się psy to jestem w porządku bo starałam się pomóc. Powiedział też jak mogę próbować tą sprawę załatwić.

    Ale oświadczam, że nie chodzi mi o wypowiadanie komukolwiek wojny. Nie chodzi o nas- CHODZI O ZWIERZĘTA.

    PO 4 DNIACH OKNO ŻYCIA ZOSTAŁO ZAMKNIĘTE – Z PRZEPEŁNIENIA!!!!!!!!!!!!!

    O czymś to świadczy. Nie tylko o tym, że ludzie są lekkomyślni i biorą zwierzęta nie zastanawiając się nad tym że urosną i będą z nimi kłopoty. Myślę, że do OKNA  ŻYCIA trafiło ileś porzuconych zwierząt, koło których nie umieli przejść co po niektórzy ludzie. Gdy zawoziliśmy suki powiedzieliśmy, że przyjechaliśmy z pod Otwocka. Wolontariusze byli zdziwieni, że aż z tak daleka. Mam nadzieję, że znajdą szybko dom. A odnośnie ” Rudego” mam świadków na to że w mojej miejscowości mieszkają jego prawowici właściciele. Zwierze te nadal szuka  stałego domu. ( Kiedy przestaje się być psa właścicielem? Kiedy nie daje mu się jeść i wyrzuca poza bramę i nie zaszczepi?)( A kiedy da się jeść i zwierzę nie chce odejść zostaje się właścicielem)

     

    Mili Państwo, może uznacie, że temat nie jest ważny bo dotyczy zwierząt a przecież ludzie mają często gorzej.

    Zaczynamy od zwierząt a później dochodzimy do ” niepotrzebnych „(  zdaniem niektórych) dzieci niepełnosprawnych , czy starszych chorych osób. Jeśli nie wzrusza mnie i nie budzi chęci pomocy porzucone poranione zwierzę czy zrobi to chory lub starszy człowiek?

    VA:F [1.9.17_1161]
    Rating: +2 (from 2 votes)
  7. Z ostatniej chwili. PUSIA ZNALAZŁA NOWY DOM!!!!
    Los wszystkich zwierząt oddanych do Okna Życia można śledzić na stronie
    http://www.sdz.org.pl

    VA:F [1.9.17_1161]
    Rating: 0 (from 0 votes)

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagane)

Możesz użyć również HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Attach a file Uploading File types: jpg, jpeg, png, gif, zip, Max size: 1Mbytes, Max count: 3

Sponsorzy i Reklamodawcy