Ostatnio nie brakuje mi sytuacji, gdy stoję zdezorientowany, bez własnego zdania w jakimś temacie.
Jednym z takich zdziwień jest sprawa budowy Centrum handlowego w Góraszce.
Może to kwestia tego co się w nocy dziś piszącemu śniło, a może wychodzą z podświadomości zwykle w kąt schowane przemyślenia?
Owszem, skupisko wielu sklepów w jednym miejscu wraz z z ogromnym parkingiem jest wabiące.
Podnosi prestiż okolicy, przyczynia się do wzrostu cen działek, “cywilizuje” okolicę.
Bliskość kin i małych restauracyjek, możliwość robienia zakupów w jednym miejscu powinna cieszyć, a coś nie cieszy.
Czemuż nie cieszy?
Może to moje subiektywne odczucie, ale po wejściu do supermarketu spożywczego czuję przede wszystkim odór środków dezynfekcyjnych.
Starannie dobrany tak, by nie wydawał się odorem, nie “gryzł w oczy” i skutecznie “przykrywał” woń żywności ulatniającej się z spod lodówek, chłodni i zamrażarek.
Odczuwam przytłaczający mnie ogrom hali ,ruch ludzi i kolory atakujące wzrok z półek.
Źle się w takim wielkopowierzchniowym sklepie czuję i już.
Dochodzi to tego deprymująca świadomość, że wielkie sieci handlowe w sposób bardzo wyrafinowany manipulują swoimi klientami czyli mną..
Znacie na pewno widok pastwiska podzielonego drutem , czyli tzw “elektrycznym pastuchem” na poszczególne ” pola”
Rolnik odpowiednio przekładając druty, kieruje swoje barany czy krowy na obszary, które chce krową “wyjeść”.
Klient supermarketu jest taką właśnie bezwolną krową.
To nie ty , to sztab specjalistów od marketingu decyduje o tym po jakiej trasie klient po markecie poruszać się będzie.
Najczęściej kupowany w markecie chleb, nabiał, warzywa, sery czy wędliny są umieszczone w taki sposób, by po drodze do nich klient musiał przejść przez stoiska przemysłowe, konserwy, zupki w proszku i makarony.
Duży, za duży wózek działa swoja pustością na naszą podświadomość klienta.
Inni już coś w nim mają a ja jeszcze nic, może jakiś gorszy jestem? Ludzie pomyślą ze biedny jestem?
W ten sposób ląduje w wózku niepotrzebna przyprawa, słoik z niepotrzebną musztardą , zbędna kawa czy wyciskarka do czosnku .
Bo akurat była pod ręką.
W rejonie artykułów spożywczych atakuje nas znany z dzieciństwa zapach pieczonego chleba.
Nie daj się zwieść, to sztuczne zapachy …
Żywność oferowana w supermarkecie to temat na osobny felieton.
Dziś już każdy kto chciał wiedzieć to wie, ze supermarketowy kurczak ma kilka “żyć”, jak w kiepskiej grze komputerowej.
Pierwsze wcielenie kurczaka to kurczak świeży.
Kończy mu się ukazany na metce termin przydatności?
Robi mu się wytworną kąpiel w nadmanganianie potasu i wodzie silnie utlenionej i reanimowane ciałko ląduje w folii na tacce.
Się nie sprzeda?
To się porcjuje… A jak i to nie pomoże to kurczaka wrzuca się na plażę grillem zwaną gdzie nabywa niezbędnej opalenizny i przeistacza się w kolejny produkt jako kurczak pieczony.
Stadium końcowe to kawałki kurczaka zmieszane m. in. z ryżem w wielkiej patelni.
Nazywa się to paella robiona na miejscu ….
Błeeee….
Supermarket działa zgodnie z prawem Kopernika Greshama, które mówi ze zła moneta wypiera dobrą.
W tym przypadku chodzi o żywność.
Mechanizm jest prosty .
Supermarket jako wielki odbiorca, wymusza na producentach żywności znaczne obniżki cen.
Pół biedy jeśli w większe opakowania pakuje się mniej zawartości , co pozwala potem na dumne reklamy w gazetkach ” że u nas najtaniej”
Gorzej, jak producent przyduszony “długotrwałym korzystnym kontraktem” z supermarketem, w obliczu wzrostu cen zaopatrzeniowych i konieczności utrzymania cen kontraktowanych zmuszony jest do obniżenia jakości produktu.
W wyniku takich manipulacji otrzymujemy mleko bez mleka, pasztet czy kiełbasę bez mięsa, czy też chleb, w którym mąka występuje w stanie śladowym
I w końcu dwa ostatnie aspekty, mniej bijące w oczy “specjalności” supermarketów:
Nieprawdą jest, że istnienie na danym terenie supermarketu zwiększa zatrudnienie.
Pracownicy takiego supermarketu zwykle pochodzą z dość odległych wiosek, gdzie panuje strukturalne bezrobocie i ludzie godzą się pracować za każde, zwykle bardzo małe pieniądze.
W końcu nikt, kogo życie do tego nie zmusi, nie siądzie w kasie z pampersem, bo wyjść do toalety w trakcie pracy nie przewiduje się.
I na koniec to, czego nie widać, czyli pieniądze.
W wyniku kreatywnej księgowości supermarkety nie płacą w Polsce podatków.
Pan Janek z osiedlowego sklepiku płaci, pani Hania z kiosku też.
Supermarket nie płaci.
Czemu nie płaci?
Bo ma wyprodukowane koszty tam, gdzie ma siedzibę, czyli np w Portugalii czy Francji.
Tym sposobem działania supermarket przypomina krowę stojącą w zagrodzie.
Pysk krowy do karmienia jest u nas, natomiast dostęp do “mleka” mają tam, gdzie siedzi Zarząd i Dyrekcja Supermarketów .
My karmimy, oni doją.
I to by było na tyle.
Jaskrawy





































Supermarkecie, pokochaj nas, nie słuchaj Jaskrawego:
1. daj nam miejsca pracy
2. daj nam pieniądze z podatków (mam nadzieję, że „oni” wydadzą je na drogi, oświetlenie, boiska, i itp.)
3. pozwól nam na wzrost wartości działek (będziemy bogatsi? poślemy dzieci do lepszych uczelni? będziemy czuć się bezpieczniej finansowo?) – mnie się podoba
4. pozwól nam wybrać „właściwego kurczaka”, posłać dzieci do kina lub na kręgle nie martwiąc się jak wrócą z Warszawy!!
5. może w końcu pozwoli to zmienić Wiązownę w pozytywne miejsce do mieszkania (brak infrastruktury jest dobijający)
6. Może Jaskrawy nie wie, ale to krowy są największym emitentem gazów cieplarnianych, wszędzie są ulepszacze, opryski i itp. kto myśli inaczej jest ignorantem lub sam siebie okłamuje. NIESTETY.
7. Dziękuję Jaskrawemu za poruszenie tematu – osobiście wiem czego chcę (Jaskrawy też:), tylko się droczy – takie mam wrażenie) – chcę mieszkać w miejscu z którego mogę być dumny (czysto, drogi równe, bezpiecznie, całorocznymi boiskami, dobrą komunikacją) – niestety nie osiągniemy tego bez zaplecza finansowego, a dla Gminy (czytaj: dla nas) nie ma lepszego rozwiązania.
8. Mam nadzieję, że się nie mylę:)
@Paweł: Spoko ,dzieci nie będziesz musiał posyłać, same pójdą. Tyle tam galerii jest….:P
Podatek – owszem.
Czy jednak faktycznie wszystkie wymiona krowy są za granicą? Kogoś zatrudniają (nawet jeśli nie od nas z gminy), gdzieś płacą podatek gruntowy. Czy wędlinki masz świeższe u tutejszych dostawców? Różnie to bywa, a i tutaj zdarza się drugie, jeśli nie trzecie ich życie. Ceny przy tym nieziemskie czasem. Cóż mam wrażenie, że hipermarket przyda się dla równowagi i otrzeźwienia niektórych.
Czy to dobrze, czy źle. Rozwiązanie jak każde ma wady i zalety. Bardziej bym się martwił na miejscu mieszkańców gminy o dostępność wody w kranach i tego ile jej będą mieli na podwórkach wiosną, jak to centrum wybudują… A hipermarket? Nikt Cie tam siłą nie ciągnie.
Panie Jaskrawy, nie marudź Pan. Ja mam dość tych cen, wyższych niż warszawskie, bo tu nie ma konkurencji. Chcę mieć wybór. Drożej i lepiej w miejscowym sklepiku, czy taniej i gorzej, gdy mi się finansowo noga powinie.Wybór też należy do Pana. Możesz Pan wspierać miejscowego sklepikarza. Nie ma przymusu kupowania w wielkim supermarkecie. Przyznam,że lubię małe sklepiki, gdzie mnie znają. Ale. Chodzi o ekonomię. Tym bardziej, że ceny w naszych sklepach gminnych są wprost niewiarygodnie duże
@ Mataj
Poważne ustosunkowanie się do tego co piszesz przekracza ramy odpowiedzi w tym miejscu. Gdzie są wymiona krowy? dla mnie to oczywiste. Przypomnij sobie myk Idei co to zmieniła nazwę i image na Orange. Lub PKO co to zmienił tylko logo kosztem milionów złotych. Dobrze wiesz że kreatywna księgowość koncernów ma na celu przede wszystkim generowanie kosztów by ukryć zyski . I oni doskonale wiedzą jak to robić .Owszem coś tu na miejscu pozostaje. Właśnie”coś”. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych . Tylko oceniam to co gołym okiem widać, te supercentra handlowe nas wysysają. I co najgorsze nie ma od tego ucieczki, to jakiś postępujący proces ewolucyjny. Na temat cen żywności w supermarketach proponuje przyjąc że „za dobre się płaci”. Jak coś jest tanie to niekoniecznie dobre. Na temat zaś jakości tej żywności to ja odmawiam dyskusji bo pamiętam smak prawdziwej wieprzowiny bez dosypki hormonów, słoninkę na pięć palców oraz cielęcinę co rosła na łące a nie w bunkrze.
@Paniusia, która miedzy innymi pisze:
Nie ma przymusu kupowania w wielkim supermarkecie
Do czasu ,Paniusiu, do czasu. Przymusu nie ma . Jak się któregoś dnia Paniusia obudzi z nogą finansowo podwiniętą i nadzieją na tańsze w supermarkecie zakupy, to okaże się, że małe sklepiki w okolicy padły, zaś ceny w dużym supermarkecie są wyższe niż w tych małych sklepikach były. Pozostanie Paniusi spożywanie korzonków i popijanie ich zbieraną o poranku rosą . O ile Paniusia da radę zbierać , wszak o nodze podwiniętej pamiętać trzeba….
Jaskrawy, – dzieci pójdą, mam nadzieję, że bezpiecznie wrócą, a sam jak nie masz argumentów to pisz, ale bez złośliwości – poleż trochę to słoninka na pięć palców sama Ci wyrośnie:).
Widzę, że tylko „marudzisz”, a może sam otwórz sklep podatki zostaw w US Otwock, daj pracę ludziom, wspomóż szkoły, Półmaraton i itp.
Nie ma idealnego rozwiązania, każde niesie korzyści i zagrożenia, ale musimy patrzeć przed siebie.
@Paweł.
OK . Bez złośliwości będzie. Popieram Cię w nadziei i serdecznie Ci życzę , by dzieci z galerii w centrum handlowym wróciły bezpiecznie do domu. Słusznie prawisz, nie ma idealnego rozwiązania które niesie.Patrząc przed siebie widzę ,że nie ma innej drogi jak budowa centrów handlowych . To jakaś nieszczęsna prawidłowość ewolucyjna. Nie musi mi się podobać.
@Jaskrawy – myślę, że nie tylko wielkie koncerny stosują kreatywną księgowość, a mali przedsiębiorcy również. W Wiązownie jest jeszcze jakaś konkurencja, więc ceny są „realne” (co nie oznacza niskie). W mniejszych miejscowościach ceny są irracjonalne. Stosując kryterium ekonomiczne – żeby kupić 2-3 winka jak goście wpadają bardziej opłaca mi się jechać do Wesołej samochodem i wracać, niż kupować wino w sklepie wiejskim.
Nie mam dokładnych wyliczeń, opieram się na gdybaniu jak Ty. Miejscowy sklepikarz stosując kreatywną księgowość pozostawi jednak trochę mniej, niż stosujący taką samą księgowość hipermarket zatrudniający kilkaset osób i opłacając im składki, ubezpieczenia, podatki, pensje (które oni wydadzą tutaj, w kraju) etc etc…
Lubię małe sklepy tak jak Paniusia uważam jednak, że ta miłość ma swoją cenę i w niektórych sklepach w gminie została ona bardzo dawno przekroczona i wbrew temu co twierdzą niektórzy ze właścicieli owych sklepów – nie jest to kwestia ani spisku rosyjskiego z polskim rządem, ani żydów (autentyk), a chęci wykorzystania pozycji oligopolistycznej na lokalnym rynku. To z czym mamy do czynienia jest jak dla mnie klasycznym przykładem oligopolu – konkuruje się jakością usług, ofertą, ale nie ceną.
Oczywiście do centrum nie podchodzę bezkrytycznie!! Jednak uważam jedynie Twoje argumenty za chybione. Jeśli ktoś ma ochotę kupować mięso traktowane wodą utlenioną – powinien mieć do tego prawo. Bardziej obawiałbym się jednak sposobu przeprowadzenia tej inwestycji, ale to już zależy od władz gminnych (i dlatego się obawiam tej inwestycji).
@Mataj
Odzywam się tylko przez szacunek , by piszący nie pomyślał ze go lekcesobieważę. Temat psucia rynku przez oligopole handlowe , mój stosunek do supermarketów i stosowanej przez nich polityki to temat rzeka , bardzo znacznie przekraczający ramy wypowiedzi tu na tym forum. Supermarkety to przyszłość i to niestety , nieunikniona.mam tego świadomość.Mimo wszystko jednak wolałbym kupować w mniejszym sklepie i do tego produkty z lokalnej lub polskiej wytwórni, a nie markowane jako „wyprodukowane dla”. NIestety , „stare” umiera. „Nowe” zaś się rozpycha.
Pozdrawiam
Dziwi mnie jak można być takim pesymistą, jakim jest Jaskrawy. Podejrzewam że pierwszy pójdzie na zakupy i do kina.
@HOLO
Każdy rodzi się pesymistą, do jednych dociera ten fakt prędzej, do drugich później.
Co do zapachu w sklepie – polecam wizytę w dziale mięsnym w wiązowskim GSie. Od razu chce się kupować
Na temat jakości żywności dostępnej w sklepach w gminie też, wybacz Jaskrawy, peanu nie wygłoszę. Jakość podła wybór kiepski – największy asortyment jest wśród tanich win oraz ćwierćlitrówek, co pewnie odpowiada gustom przeważającej części klientów.
Wybacz chłopie ale po przeczytaniu Twoich argumentów założę się że zakupy robisz w centrum handlowym w Warszawie po drodze z pracy.
Jaskrawy jak zwykle pesymistycznie i w czarnych barwach. Ja już dawno podziękowałem miejscowym sklepom, gdzie za podstawowe produkty muszę płacić o 30% więcej niż w Starej Miłosnej i uśmiechać się do obrażonych ekspedientek, które często robią łaskę, że w ogóle cokolwiek podadzą.
Podstawowe zakupy spokojnie można u Zająca zrobić, a na większe jechać do delikatesów w Starej Miłośnie. Jaskrawy omija supermarkety , albowiem atmosfera w nich panująca Jaskrawemu nie odpowiada. Supermarkety to rak na „zdrowym ciele handlu”. Lista przewin supermarketów jest duża, za duża by ją tu wymieniać. Jak widać , supermarkety mają jednak swych wielbicieli, a ich szeregi będą rosnąc. Albowiem za chwilę nie będzie już małych sklepów,które padną w starciu z gigantami. Szkoda.
Szkodliwość supermarketów widać jak na dłoni gdy popatrzy się na przykład na okolice Piaseczna, Pruszkowa czy Mińsk Mazowiecki. Są to podupadłe dziury zabite dechami gdzie lokalny biznes dawno umarł a ludzie usiłują sobie wypełnić zniszczone bezpowrotnie życie snuciem się po wielkich halach z wózkami do których ładują niezdrowe żarcie. Market wysysa energię z ludzi i zamienia ich w bezwolne kukły poruszające się w rytm handlowej muzyki.
Na szczęście jest jeszcze Wiązowna – ostatnia w okolicach dziewicza okolica gdzie ludzie czerpią energię ze słońca i wody a żywią się marchewką i sfermentowanym mlekiem kozim. Nie chodzą na pizzę ani hamburgera bo nie wiedzą co to jest i nie potrzebują tego do szczęścia. Co jakiś czas wysyłają karawany do pobliskiej Warszawy żeby wymienić płody rolne ze swych gospodarstw na ubrania i komputery, ale poza tym nic nie zakłóca ich szczęścia. To w nich cała nadzieja na odrodzenie gatunku ludzkiego i powrót do pradawnej harmonii z naturą.
Jak wiele miłych emocji wywołuje widok Pani sprzedawczyni (z przyjaznego mi sklepu) podającej z uśmiechem w zielonych oczach, smukłą ręką godną uwiecznienia w kararyjskim kamieniu świeżego „Żywczyka”.
A ja mimo całej sympatii dla lokalnych sklepików i z zaznaczeniem że w marketach art. spożywczych z zasady nie kupuję niestey muszę się zgodzi że ceny na miejscu sa zaporowe dla porównania kiełbaska biała 19 zł/ kg tutaj w Otwocku kosztuje juży tylko 9 zł/kg ( naprzeciwko starostwa) dla jasności dostawca chyba ten sam…. Jeśli chodzi o dzieci w galeriach to też nie jestem za ale jak to ostatnio usłyszałam od mojej 16-letniej córki ” nawet gdyby chcieli się spotkać gdzieś na miejscu to i tak nie ma gdzie” ….. a i trzeba jednak pamietać o tym że nasze dzieci w przyszłosci samym „klimatem wiązowskim ” żyć nie będą i z innymi, mniej szczęśliwymi z racji miejsca zamieszkania ludźmi prawdopodobnie będą się spotykać ….