Druh Marian Izdebski – wspomnienie

Share

Marian IzdebskiW wieku 92 lat, zmarł druh Marian Izdebski, żołnierz, strażak i działacz OSP Wiązowna, człowiek zasłużony dla pożarnictwa i gminy Wiązowna, jeden z inicjatorów budowy nowej remizy strażackiej, która powstała przy ul. Kościelnej w latach 60-tych ubiegłego stulecia. Jego wspomnienia opublikowane przez Krzysztofa Oktabińskiego w książce „Wiązowna 1597-1997 – kartki z dziejów” to nieocenione źródło informacji o Wiązownie, jej mieszkańcach i przede wszystkim strażakach z naszych okolic, które posłużyło m.in. do opracowania historii OSP Wiązowna na naszym portalu.

Marian Izdebski urodził się w wieloletniej rodzinie, w 1923 roku w Wiązownie Kościelnej. Jego ojciec Ludwik Izdebski a potem brat Jan pracowali w wiązowskim probostwie jako kościelni. Wychował się w Wiązownie. Tak o latach dziecięcych pisał we „Wspomnieniach strażaka”

„Z dziecięcych lat pamiętam uroczyste wizyty biskupów i parady strażackie. Odświętnie udekorowaną Kościelną i kawalkady jeźdźców towarzyszących biskupowi tzw. banderię. Delegacje i asysta honorowa towarzyszyła dostojnemu gościowi od Pohulanki do wrót kościoła. Po drodze przejeżdżano przez ukwiecone bramy powitalne. Przy kolonii żydowskiej widniał napis „Witamy dostojny Gość”. Z dawnych lat przypominam sobie jeszcze manewry i pobyty kawalerzystów z Garwolina. Żołnierze wraz z końmi spali po stodołach a oficerów zapraszano do domów, dzieciaki dostawały od nich cukierki i prawdziwe wojskowe suchary”*

W 1937 roku ukończył Szkołę Powszechną i rozpoczął pracę zarobkową. Pracował dorywczo u miejscowych gospodarzy, czasem pomagał ojcu na probostwie. W 1939 roku wyjechał do Skierniewic, do pracy u księdza Henryka Słojewskiego, który przeniósł się tam z Wiązowny. Tuż przed wybuchem II wojny światowej, 30 sierpnia 1939 do Skierniewic przyjechał po niego ojciec. 1 września i naloty bombowe zaskoczyły ich w Warszawie. Jak pisał „(..) musieliśmy się kryć po bramach i piwnicach, po wielu przygodach wróciliśmy jednak szczęśliwie do Wiązowny (..)”*

W czasie okupacji hitlerowskiej mieszkał w Wiązownie pomagając ojcu w polu i na plebanii. Tak jak większość mieszkańców tych okolic należał do Armii Krajowej. Nie brał udziału w akcjach zbrojnych, ale szkolił się i ćwiczył w pobliskich lasach. Jego dowódcą był sierżant Marian  Pietrzyk – syn organisty Jana Pietrzyka.

Latem 1944 był świadkiem bombardowania, podczas którego spaliło się wiele drewnianych domów i m.in. zginął komendant OSP Józef Sierpiński z rodziną.

„My przed bombardowaniem ukryliśmy się w przykościelnym lasku i szczęśliwie przeżyliśmy. Po odwołaniu alarmu, strażacy i cała ludność usiłowania gasić ogień. Poszły w ruch sikawki, bosaki, cały sprzęt gaśniczy, ale drewnianej zabudowy i słomianych strzech nic nie zdołało uratować. Ocalały tylko murowane budynki u pp. Kostrzyńskich, Mazowieckich-Oktabińskich, Rocha Dąbały i zabudowania bliżej kościoła(…)” *

Po wkroczeniu Rosjan został przymusowo wcielony w szeregii II Armii LWP razem z innymi młodymi mężczyznami, którzy mieszkali w okolicach.

„Najpierw zabrano nas do Otwocka do RKU, potem skierowano pod Garwolin do Rudy Talbuskiej. Tam selekcja, ten do piechoty, ten do saperów, ten do artylerii. Mnie przydzielono do artylerii. „Artylerzystów” załadowano do pociągu i powieziono do Brześcia. W Brześciu, na bocznicy staliśmy dwa dni i dwie noce bez wyżywienia. Na szczęście opodal była studnia, więc mieliśmy wodę na „czaj”. NKWD uznało nas za podejrzaną grupę partyzantów, dopiero jak się wyjaśniła sprawa, że jesteśmy rekrutami LWP, skierowano nas do Chełma. Tam wysiedliśmy z pociągu i pieszo dotarliśmy do Włodawy, na kwarantannę. W obozie wojskowym podzielono nas na sekcje i drużyny. (…) Mnie odkomenderowano do szkoły podoficerów zwiadu artyleryjskiego przy 45 pułku haubic. Szkolenie zakończyłem w stopniu bombardiera (jedna belka). Moim dowódcą był por. Stanisław Kowalski a całym pułkiem dowodził Rosjanin Woronin”*

W styczniu 1945 został wysłany na front.

„Już po zdobyciu Warszawy dotarliśmy do Radomia. Po trzech dniach pociągi skierowano na Wał Pomorski. Na Pomorze dotarliśmy, ale bez haubic. Zdenerwowany sowiecki dowódca, gdy nas zobaczył bez sprzętu odesłał z powrotem. Znów do pociągu i przez Wartę, tym razem już z armatami i resztą pułku dotarliśmy na Dolny Śląsk. Zajęliśmy pozycje nad Nysą Łużycką. (…)13 kwietnia sforsowaliśmy Nysę i poszliśmy na Budzieszyn. Tam wpadliśmy w zasadzkę, walczyliśmy w okrążeniu. Sporo żołnierzy zginęło. Na szczęście wkrótce zdobyto Berlin a nas rozmieszczono na terytorium Czechosłowacji. Wojna się skończyła a nas zamiast do cywila miano skierować do walk z bandami. Widziałem jak rozstrzeliwano żołnierzy pragnących wystąpić z armii. Miałem serdecznie dość tej sowieckiej komuny pastwiącej się nad polskimi żołnierzami. Niebawem nadarzyła się okazja do dezercji. Właśnie spotkaliśmy żołnierzy z września 1939 r. wracających z oflagów. Postanowiłem dołączyć do nich. Razem łatwo było przemknąć przez kordony NKWD i żandarmerii wojskowej. (…) W połowie maja 1945 r. szczęśliwie wróciłem do Wiązowny. W 1947 r. była amnestia więc zgłosiłem się do RKU – we Włochach i tak zakończyła się moja kariera w szeregach II Armii LWP.”*

W 1945 ożenił się z  Władysławą Kowalczyk, wybudował dom i doczekał się trójki dzieci. W 1946 rozpoczął pracę w energetyce w ZEOC w Cechówku k/Miłosnej, gdzie zdobył kwalifikacje elektryka.

„(…) Przez ponad 40 lat elektryfikowaliśmy Polskę. Stawialiśmy słupy, zakładaliśmy przewody, budowaliśmy podstacje i transformatory (…)”*

Poza pracą w energetyce, był czynnym strażakiem i działał w OSP Wiązowna. Po zakończeniu wojny wszedł do nowego zarządu OSP jako zastępca naczelnika Piotra Sierpińskiego. W latach 50-tych razem z sołtysem Zygmuntem Kulczyckim i innymi strażakami udał się do wiązowskiego dziedzica Neumana w sprawie pozyskania terenu pod budowę nowej remizy strażackiej. Inicjatywa zakończyła się sukcesem. Strażacy z Wiązowny otrzymali plac na ul. Kościelnej. Musieli jedynie wnieść opłaty związane z wytyczeniem terenu. Wkrótce wspólnymi siłami, przy udziale całej społeczności wsi udało się postawić nową remizę. Za swoją służbę wyróżniony wieloma medalami strażackimi m.in. złotym medalem „Za zasługi dla Pożarnictwa”

Marian Izdebski, czwarty od lewej
Nad grobem strażaka Józefa Dąbały s. Szczepana. Od lewej: B. Dąbała, J. Sobota, M. Dąbała, Marian Izdebski, E.Dąbała, J. Urbański, J. Pokrywczyński, B.Urbański, S. Kolasa, foto: lata 70-te*

Podczas obchodów jubileuszu IV wieków parafii, grał w orkiestrze dętej oraz odczytał biskupowi Kazimierzowi Romaniukowi list powitalny.

Marian Izdebski odczytuje list powitalny
źródło: K. Oktabiński, „Wiązowna 1597-1997. Kartki z dziejów parafii i gminy”, Bydgoszcz 1998

***

Uroczystości pogrzebowe odbędą się w piątek 18 grudnia 2015r., o godzinie 12.00 w Kościele Parafialnym Św. Wojciecha w Wiązownie.

Cześć Jego Pamięci !

Opracowanie:  Joanna Filimonow 
na podstawie: **Marian Izdebski „Wspomnienia strażaka”/ K. Oktabiński, „Wiązowna 1597-1997. Kartki z dziejów parafii i gminy”, Bydgoszcz 1998

Share